22/07/2011

Londyn - przechodzenia przez ulicę

Home

W Polsce od maleńkiego uczono mnie, że przez ulicę należy przechodzić na pasach i kiedy pali się zielone światło. Swego czego przekonałem się również ile wynosi mandat za przechodzenie na czerwonym świetle:) Kiedy wyjeżdżam za granicę z założenia stosuję te same zasady, choćby dlatego, żeby nie płacić potencjalnie wyższych mandatów niż w Polsce.

W Londynie (nie wiem czy jest tak w całym Zjednoczonym Królestwie), co mnie bardzo zaskoczyło, sprawa ma się zupełnie inaczej. Zdecydowana większość osób przechodzi na czerwonym świetle i jest to właściwie zasadą. Początkowo miałem jednak pewne skrupuły. O tym, że jest to "dozwolone" przekonałem sie kiedy zobaczyłem, że policja nie reaguje na ten niecny proceder nawet jeśli przechodzi się na czerwonym świetle tuż koło właśnie ruszającego radiowozu!

Z czego wynika to przyzwolenie na łamanie prawa? Od kolegi dowiedziałem się, że wbrew pozorom wszystko dzieje się w majestacie prawa. Z ciekawości poszukałem informacji na ten temat i wygląda na to, że kolega miał rację. Otóż przepisy dotyczące przechodzenia przez jezdnię sformułowano przy użyciu wyrażeń "should/should not" albo "do/do not" (rada/zalecenie), a nie "must/must not" (zakaz/nakraz). Innymi słowy napisano, że "nie powinno" się przechodzić na czerwonym świetle zamiast, że "jest zabronione/nie wolno" przechodzić na czerwonym świetle.

Takie podejście do przechodzenia przez ulicę z pewnością przyspiesza poruszanie się po Londynie. Trzeba jednak pamiętać, że robimy to na swoją odpowiedzialność. Jeśli zostaniemy potrąceni przez samochód to będzie to nasza wina.

Linki do poprzednich postów z serii na temat życia w Londynie:

4 comments:

Maks Mulawa said...

Niestety takie podejście do życia nie mieści się w kategoriach post-PRL'owskiego sposobu myślenia, a jednak człowiek powinien sam za siebie odpowiadać, np gdy przechodzi przez ulicę :)

Pracuje przy ul. Domaniewskiej (blisko Galerii Mokotów), ostatnio moje dwie koleżanki zostały zatrzymane przez "patrol" Policji (lub policji w tym wypadku) i wylegitymowane gdy przechodziły w niedozwolonym miejscu (zmierzały na lunch). LOL. Codziennie tam przechodzi pewnie 1000 osób w ten sposób. Ale WŁADZA ma zawsze racje.

Pozdrawiam, Maks

Michał Komorowski said...

Wbrew pozorom w UK nie jest tak różowo jeśli chodzi o zaufanie szeroko pojętej administracji publicznej do społeczeństwa. W Londynie, w szczególności w centrum miasta, jest bardzo dużo kamer. Część z pewnością monitoruje prywatne posesje, ale dużo jest również publicznych. W miejscach takich jak np.: dworce wystarczy się obrócić aby zauważyć kilkanaście z nich. Aż chce się powiedzieć "kontrola najwyższą formą zaufania". Z tego co wiem bardzo restrykcyjne traktowanie jest posiadanie jakiejkolwiek "broni". W szczególności nielegalny jest gaz łzawiący. Jeśli ktoś przewozi w bagażniku samochodu jakiś kij i w czasie kontrolki powie, że to w celach obronnych/tak na wszelki wypadek to może mieć duże problemy. Kiedy natomiast wychodzisz z metra to przy wyjściu zawsze stoi jakiś pracownik i patrzy czy ktoś nie jechał na gapę (to swoją drogą dobrze bo uszczelnia system biletowy).

Anonymous said...

Ułatwianie życia, przyspieszanie przemieszczania jest dobre. Nie jest jednak dobrem uprzywilejowanie pieszych a tworzenie opresji dla kierowców - bo jedni i drudzy, na ogół, mają jakiś podobnie ważny (dla nich lub szerzej istotny) cel aby się sprawnie przemieszczać. Chyba, że chodzi nam o socjalistyczną preferencję dla pieszych i zniechęcanie burżujów mających samochód kolejnymi takimi kroczkami.

Anonymous said...

Do Maksymiliana:
W Londynie nie wolno przechodzić przez jezdnię w niedozwolonym miejscu, za to też jest mandat. Natomiast nie ma to nic wspólnego z przechodzeniem na pasach. Jeżeli nic nie jedzie, to przechodzisz na czerwonym i tyle. Ma to związek z likwidacją niepotrzebnych zatorów komunikacyjnych (oczywiście nie jest tak w drugą stronę - samochody na czerwonym mają obowiązek stać:). Nie radzę za to pakować się na pasy przed jadącym autem - w większości przypadków zostaniesz obtrąbiony na maksa:)
Do Michała:
Zaufanie społeczne władz brytyjskich jest bardzo duże - nie masz racji. Nie możesz dawać tu za przykład kamer miejskich, bo to zupełnie inna bajka - mają służyć bezpieczeństwu (np. podczas przyjazdów kibiców na mecze). Po drugie - wjazd samochodem do I strefy jest płatny i właśnie kamery rejestrują wszystkie wjeżdżające do niej pojazdy.
Co do zaufania - wystarczy przestudiować przepisy dot. np. prowadzenia firm i już widzisz zupełnie inne podejście do obywateli niż w naszym kraju. Tam - władza jest dla obywatela, u nas - każdy obywatel jest potencjalnym złodziejem i stąd inne do niego podejście.
Oczywiście nie jestem zwolennikiem wprowadzenia zasad przechodzenia na czerwonym w Polsce - ma to związek z szeroko pojętą kulturą obywateli, która u nas jednak daleko odbiega od kultury krajów zachodnich:))). Chociaż dzięki otwartości granic z pewnością się zmienia...i cool!

Post a comment