06/07/2011

Londyn - początek

Home

Życie podąża różnymi ścieżkami, a mnie ostatnio przywiało do Londynu. Zawsze lubiłem czytać o życiu i pracy w innych krajach dlatego postanowiłem, że korzystając z okazji będę dzielił się swoimi wrażeniami na blogu.

Zacznę od tego, że jestem w podróży służbowej, a więc jestem w tej komfortowej sytuacji, że przyjechałem na gotowe. Z tego powodu nie mogę jednak opisać z autopsji jak wygląda szukanie pracy czy mieszkania w Londynie. Skupię się, więc na innych rzeczach: ile kosztuje mnie życie z wyłączeniem kosztów około mieszkaniowych, jak wyglądają dojazdy do pracy, czy miasto mi się podoba itd. Tym samym mocno odbiegnę od zwyczajnej tematyki bloga ale mam nadzieję, że się spodoba. Posty na ten temat chciałbym publikować co kilka dni ale będzie to raczej zlepek luźno powiązanych z sobą wpisów niż z góry zaplanowana seria.

Na początek kilka zdań o tym jak idzie mi dogadywanie się z autochtonami. Wyjeżdżając do Londynu miałem z jednej strony wiele powodów sądzić, że nie będę miał z tym większych problemów ale miałem również trochę obaw. Jeśli ktoś chciałby porównać swój poziom znajomości angielskiego z moim to uczę się go od czasów podstawówki przy czym intensywną naukę zacząłem tak naprawdę w liceum. Mam też zdany egzamin CAE. Do tej pory angielskiego używałem głównie do czytania dokumentacji technicznej, książek, forów czy blogów. Rzadziej pisałem po angielsku, a już bardzo rzadko miałem okazję rozmawiać po angielsku, w szczególności na tematy inne niż techniczne.

Przechodząc do setna to po tych kilku dniach pobytu muszę powiedzieć, że jest dobrze. W przeważającej liczbie przypadków nie mam żadnych albo prawie żadnych problemów z porozumiewaniem się po angielsku. Równocześnie zdarzyło się jednak, że w czasie rozmowy, pomimo poproszenia o powtórzenie, z powodu akcentu nie byłem w stanie wyłowić z wypowiedzi bardzo wielu słów i mogłem zrozumieć tylko ogólny sens wypowiedzi. Mam jednak nadzieję, że to tylko kwestia czasu i osłuchania. Muszę również przyznać, że jestem mile zaskoczony ponieważ większość do tej pory spotkanych przeze mnie osób nie mówi z bardzo silnym akcentem, który utrudniałby zrozumienie.

Jeśli chodzi o mówienie to otrzymałem nawet komplement od rodowitego Anglika, że mój angielski jest bardzo dobry :) Co prawda moim zdaniem rozmawiając z rzeczonym Anglikiem popełniłem sporo błędów gramatycznych i czasem brakowało mi słów ale to pokazuje, że najważniejsze to żeby się nie bać i mówić, mówić i jeszcze raz mówić. Dla mieszkańców danego kraju, w tym przypadku dla Brytyjczyków, najważniejsze jest przecież to, że mówi się w ich języku, a więc nie powinniśmy być dla siebie zbyt surowi. To przypomina mi anegdotę jaką opowiedział mi kolega z Polski. Otóż kiedy ubiegał się o pracę to odbył rozmowę z headhunter'em, który stwierdził, że z tym jego angielskim to mogło by być dużo lepiej, że popełnia błędy itd. Pomimo sceptycyzmu headhunter'a odbył rozmowę z Anglikami, a oni nie mieli zastrzeżeń i go zatrudnili. Dodam jeszcze, że jego angielski jest moim zdaniem lepszy od mojego.

Na koniec osobom, które wyjeżdżają za granicę i podobnie jak ja rzadko rozmawiają po angielsku polecam przed samym wyjazdem wykupić kilka godzin konwersacji z lektorem aby się rozgadać. Ja tak zrobiłem i sądzę, że pomogło.

2 comments:

Jakub Gutkowski said...

angielskim akcentem bym sie nie przejmowal, irlandzkim to co innego - oni tutaj sami siebie nawzajem prosza o powtorzenie :)

choc pewnie angielski na polnocy tez bylby ciezki momentami do wylapania o co chodzi.

tak czy siak, gratki decyzji i powodzenia w nowym miejscu! :)

Anonymous said...

'Osobom' a nie 'osobą'

Post a comment